Trochę psychologii


Na początek trzeba sobie uświadomić jedną rzecz. Otyłośc jest wywołana tym, że za dużo się je, a za mało rusza. ZAWSZE. Od tej reguły nie ma żadnego wyjątku. Niektóre leki bądź choroby mogą co najwyżej sprawić, że się "puchnie", ale to jest woda którą można zrzucić w dosłownie kilka dni. Można jeść i nie utyć, ale jest fizycznie niemożliwe, żeby nie jeść i nabrać tkanki tłuszczowej.

Jesteśmy niewolnikami swoich instynktów. Jeśli instynkt mówi nastolatce, że piosenkarz jest jej przeznaczony - będzie w nim beznadziejnie zakochana i żadna siła w niebie i na Ziemi nie przekona jej, że to bez sensu, że nigdy ze sobą nie będą. Zakochany mężczyzna dostrzega w kobiecie nie tylko cechy, których ta kobieta nie ma, ale również te, które ma każda inna kobieta. Matka zawsze widzi w dziecku cud natury i to właśnie jej jest najpiękniejsze, najmądrzejsze, najwspanialsze. Jeszcze nie spotkałem matki, która nie widziałaby dowodu na to, że jej dzieciak jest wyjątkowo zdolny, normalnie mały geniusz, wszystkie inne dzieci dopiero w jakimś wieku a on już...

Jeden z najsilniejszych instynktów każe nam jeść. Przez setki tysięcy pokoleń nasi przodkowie musieli wykorzystać każdą okazję, żeby się objadać - bo nigdy nie było pewności, kiedy będzie następna okazja. Kto nie jadł, ryzykował śmierć z głodu. To pozwalało nam przetrwać. A teraz nas zabija. Instynkt ten jest u niektórych ludzi na tyle silny, że wygrywa z rozsądkiem. Stajemy się mistrzami okłamywania samych siebie. Jemy wmawiając sobie, że tego nie robimy.

Tu pojawia się drugi aspekt tego problemu. Dietetycy i trenerzy. Są to z reguły ludzie, którzy mają silniejszą wolę, albo po prostu słabszy apetyt. Dla nich sprawa jest prosta - mniej jeść, więcej ćwiczyć. Nie są w stanie zrozumieć drugiej osoby, nie uświadamiają sobie, że to tak jakby powiedzieć zakochanemu chłopakowi "no ale przecież ta inna dziewczyna też jest ładna". Niektórzy ludzie kochają jedzenie. Dosłownie. I ta miłość ich zaślepia.

Trener czy dietetyk nie potrafi zrozumieć siły instynktu. Jeśli nasz mózg czegoś od nas chce - osiągnie to, sprawi, że to zrobimy. Gdyby przełamanie instynktu było takie proste, nie byłoby palaczy czy alkoholików - przecież wystarczy nie palić, wystarczy nie pić... Tak naprawdę otyli ludzie nie różnią się tak bardzo od reszty społeczeństwa jeśli chodzi o siłę woli, dla nich po prostu inne rzeczy są atrakcyjne. Ilu ludzi krytykujących otyłych za obżarstwo nie potrafi przestać palić? Nie umie zmusić się do nauki? Nie opanuje się podczas zakupów?

Oczywiście ogólna zdolność do podejmowania decyzji i wytrwania w nich ma tu też bardzo duże znaczenie. Jako społeczeństwo staliśmy się miękcy, roszczeniowi. Mechanizmy demokracji i "ochrony słabych", a także posunięte do granic absurdu bezstresowe wychowanie sprawiają, że nie uczymy się przezwyciężać problemów, stawać z nimi twarzą w twarz. Wmawia nam się, że wszystko może być zrobione za nas. Za "moich" czasów spędzało się dzieciństwo biegając po lasach i polach, nikt nie zwracał uwagi na to, że to sześciolatek. I nikomu nic się nie stało. Kto teraz widzi samotne sześcioletnie dzieci w lesie? Potem wcale nie jest lepiej. W szkole cię biją? Przyjedzie telewizja i zrobi o tym program. Nie masz pieniędzy? Głosuj na partię, która zabierze innym i da tobie. Z jednej strony takie rozwiązania prawne są potrzebne, aby chronić najsłabszych, z drugiej jednak - uniemożliwiają tym najsłabszym dorośnięcie.

Swego czasu głośno było o "dzikich dzieciach" - dziewczynce wychowanej przez psy, mężczyźnie który dzieciństwo spędził w kurniku. Ich historie bardzo dużo mówią nam o tym, jak ważne jest nasze dzieciństwo. Przez pierwsze lata życia nie mieli oni kontaktu z innymi ludźmi Nie mogli się od nikogo uczyć. Jak się okazuje, jeśli w tym pierwszym okresie czegoś zabraknie, szkody są nie do nadrobienia. Ich nie dalo się nauczyć nie tylko żyć w społeczeństwie, nie tylko mówić, ale nawet chodzić w pozycji wyprostowanej. Jakie spustoszenie w psychice dziecka musi wywołać nadopiekuncza mama, która nie pozwala swoim pociechom na samodzielną eksplorację świata, na przełamywanie strachu, na ćwiczenie silnej woli. A jeśli do tego rodzina przekupia dziecko smakołykami, mamy gotowy przepis na nadwagę. Dla takiej osoby "nagradzanie" się słodyczami będzie drugą naturą, czymś dla nich tak zwyczajnym, jak dla nas rozmowa albo chodzenie na dwóch nogach.

Pamiętam badanie na grupie otyłych osób, które upierały się, że coś jest nie tak z ich organizmami. Nic nie jadły, ćwiczyły - a tyły! Podejrzewały dziesiątki różnych chorób, brały leki na tarczycę, badały się. Nic nie pomagało. Prowadziły dzienniki dietetyczne, z których jasno wynikało, że nie przekraczają 2000 kcal, regularnie trenowały - i nic. Naukowcy postanowili dokładniej przeanalizować ten fenomen przeczący prawom fizyki. Rozwiązanie było, jak zwykle, banalne. Osoby te zaniżały ilość zjadanych kalorii średnio o 50%, zaś ilość ćwiczeń zawyżały jeszcze bardziej. Link do badania: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1454084 Podobne zjawisko można było zaobserwować w programie telewizyjnym "Secret Eaters", gdzie zgłaszali się ludzie przekonani, że są wyjątkami od prawa zachowania energii i tyją z powietrza. Kamery w domu i śledzenie na ulicy pokazywało brutalną prawdę - wszyscy oni jedli ponad 4000 kcal dziennie. I każdy z nich potrafił okłamać samego siebie. Szczupli ludzie widząc to śmieją się z "głupoty" tych z nadwagą, zapominając, że sami zachowywali się podobnie gdy byli na przykład zakochani, albo gdy wmawiali sobie że papierosy nie kosztują za dużo, nie szkodzą za bardzo.

Czy można "naprawić" kogoś skrzywdzonego przez rodziców? Nie wiem. Domyślam się, że wymagałoby to gigantycznej pracy nad sobą, taka osoba musiałaby się zmienić, dosłownie stać kimś innym. Ale z pewnością warto próbować, nie tylko dla swojego ciała. Efekty nadopiekuńczości muszą przecież wpływać też na inne sfery życia.